"WENECJA", najnowszy film Jana Jakuba Kolskiego, twórcy m.in. "Jasminum", to karnawał wyobraźni i marzeń. W tym magicznym świecie niezwykłe role stworzyły najpiękniejsze polskie aktorki Magdalena Cielecka i Agnieszka Grochowska.
Jan Jakub Kolski od ponad 20 lat tworzy filmy, w których najważniejszy jest człowiek. Jego emocje, pragnienia i namiętności. W czasach szybkich mediów filmy Kolskiego dają widzom przestrzeń na refleksję. Nie ma w nich efektów specjalnych, czy błyskotliwych zwrotów akcji. Są za to zaczarowane kadry dające poczucie przeniesienia w zupełnie inny świat.
"WENECJA" opowiada historię pewnej podróży, która się nie odbyła. Historię, w której siła marzeń pozwoliła zamienić zalaną piwnicę rodzinnej posiadłości w najbardziej romantyczne miasto na Ziemi. Na granicy dwóch światów pewien chłopiec stanie się mężczyzną. To w "weneckiej" piwnicy, gdy za oknem przewala się wojenna zawierucha, rozbudzone zostaną wielkie nadzieje i namiętności.
"WENECJA" to film, który chłonie się wszystkimi zmysłami. To fascynująca, przepięknie sfilmowana opowieść o dorastaniu, ucieczce w marzenia i buncie przeciwko zastanej rzeczywistości.
Film oparty jest na prozie wybitnego polskiego pisarza Włodzimierza Odojewskiego. Od swojego debiutu w latach 50. Odojewski otrzymał niemal wszystkie najważniejsze nagrody literackie. Jest również wymieniany jako jeden z kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla.
Moją ambicją jest ukazywanie świata, który odszedł, w opowiadaniu, w powieści, żeby nie odszedł także z naszej pamięci. Przywołuję więc czas przeszły z jego ludzkimi emocjami, ludzkim bólem, lękami, miłością, nienawiścią, a jednocześnie z jego historycznymi faktami.
Włodzimierz Odojewski
Rozmowa z Janem Jakubem Kolskim
O czym jest "Wenecja"?
O czym jest "Wenecja", dowiem się dopiero od moich widzów. Zapewne nie wszystkie odkrycia będą się zgadzały z tym, co sam myślę na temat tego filmu. Ale taka jest natura tego procesu; oddaję film na ekran z adresem nadawcy i bez informacji o zawartości przesyłki. Mogę jedynie uprzedzić, że "towar" jest delikatny i trzeba się z nim obchodzić ostrożnie. Reszta stanie się dopiero podczas spotkania jednego człowieka, jednej pary oczu, jednego serca z... ekranem. Każde spotkanie będzie inne.
Przedstawił Pan magiczny świat dla widza o dużej wrażliwości na piękno. Czy nie łatwiej byłoby zrobić masową, komercyjną komedię romantyczną? Dlaczego robi Pan takie filmy?
Nie wiem, co w kinie jest łatwiejsze, a co trudniejsze. To chyba zależy od zdolności i od punktu widzenia. Ja po prostu robię swoje kino i nie zajmuję się recenzowaniem wysiłków moich kolegów. Właśnie pokazała się w księgarniach "Pamięć podróżna", moja nowa książka, która dość wyczerpująco opisuje naturę tego "przyklejenia się" do filmu, tej przemożności, która trzyma przy kinie wbrew wszystkim trudnościom.
Czym "Wenecja" zaskoczy widzów?
Nie mam upoważnienia do wypowiadania się w imieniu innego widza niż ja sam. Czym mnie zaskoczyła
"Wenecja"? To jest dobrze zrobiony film. Rozległy, ale zdyscyplinowany. Znalazłem w nim miejsce na mierzenie się z własnymi ograniczeniami, na wzbogacanie instrumentarium zawodowego, na chłopięcą radość i zuchwałość. Przebrałem się na przykład w mundur i biegałem z kamerą między kaskaderami, ciesząc się wybuchami, ogniem i ciągle niezłą kondycją fizyczną. Scena nalotu, chociaż zrobiona za niewielkie pieniądze, może stawać bez kompleksów w rzędzie podobnych scen pochodzących z dużo droższych, zagranicznych filmów.
